Archiwum dla Grudzień, 2013

Ciąża … i co dalej?

Czasem wiadomość o ciąży jest wyczekiwana , wytęskniona, a mały człowiek w naszych ramionach śni się po nocach snem, z którego nie chcemy się obudzić. Jest spełnieniem naszych marzeń, instynktów.

Czasem jest ogromnym zaskoczeniem, niezbyt miłym, z wielu powodów. Albo sytuacja materialna, albo rodzinna, albo nieodpowiedzialny partner, albo też my same nie czujemy się odpowied…zialne na tyle, żeby objąć pieczę nad tą małą istotą. Jednak te 9 miesięcy, podczas których ten „zbitek komórek” zaczyna mieć rączki, nóżki, głowę, SERCE – taaak, tą małą pikającą kropkę widoczną na badaniu USG… te 9 miesięcy przygotowuje nas na to, że nie będziemy już nigdy żyć tylko dla siebie, myśleć tylko o sobie, że miłość którą poczujemy będzie za „coś” , tylko będzie bezwarunkowa, bez względu na to, czy nowonarodzony niechcący zrobi siku do góry prosto w nos, albo zapomni, że ze zrobieniem kupy trzeba zaczekać , aż któryś z rodziców ubierze (mu) pieluszkę …

Uznaję, że większość matek i ojców przez te 9 miesięcy jest w stanie przestawić swój tryb myślowy z „ja” na „my”. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale ten blog traktuje o rodzicach, matkach przede wszystkim, które wyczekiwały narodzin swojego potomstwa z wielką niecierpliwością, i znosiły trudy porannych mdłości, bóle kręgosłupa, i emerytów w tramwaju „zawsze gorzej się czujących” z milczącą godnością ( no może czasem jakaś k…. wymknąła się niechcący spod nosa )

I ( tak wiem, nie powinno się zaczynać zdania od „i” ) nagle się zaczyna. Ból, którego rodzajów nie będę opisywać , bo ile znam kobiet, matek , a znam ich naprawdę sporo- w inny sposób go interpretują, inaczej odczuwają. Później szpital lub inne wybrane przez przyszłą mamę ( lub przez właśnie-się-rodzącego) miejsce. Poród. I oto na naszym brzuchu położna kładzie malutkiego, słodkiego bobaska, umorusanego przeróżnymi fizjologicznymi wydzielinami, kilka proceduralnych, rutynowych czynności, ale mama, cała szczęśliwa, z energią pozwalającą obdzwonić najdalszą rodzinę, którą widziało się tylko raz , na zdjęciu 15 lat temu- z radosną nowiną. Zresztą obydwoje rodziców szczęśliwych, że NAJGORSZE za nimi.

Dwie doby w szpitalu pozwalające na powierzchowne zapoznanie się z opieką nad dzieckiem, przewijaniem, przystawianiam do piersi, i do domu, bo wiadomo, miejsca w szpitalu na wagę złota.

Slow…

Zamknij oczy…

Poczułam lekki jak powiew wiosennego, ciepłego wiatru dotyk męskiej dłoni na szyi, w miejscu, które pulsuje dając znać o toczącym organizm życiu.

Moja głowa odchyliła się lekko w bok, zapraszając, podpowiadając, kusząc. Włosy opadły kasztanowym baldachimem na twarz, przysłaniając policzek, czoło i zahaczając ostrym pazurem kącik nabrzmiałych pożądaniem warg…

Dotykaj mnie, pieść… Całuj… Dziś… nie chcę czuć bólu. Chcę się zatopić w falującym oceanie Twoich silnych ramion, w bezkresnym morzu poważnych oczu, w cieple bijącym od mocnych uderzeń serca.

Chcę oprzeć czoło tuż pod linią Twojej szczęki- w tym miejscu, które wydaje się być dla niej stworzone. Chcę dziś zostać Twym aniołem…

Chcę, żeby moje ciało dało Ci ciepło, dało Ci wiarę, dało nadzieję.

Dotykaj mojej twarzy… tak jak lubisz.

Palcami.

Oddechem.

Nie musisz mnie kochać.

 

Niech liczy się ta jedna chwila. Niech zostanie dla mnie. Niech zapragnę nigdy jej nie zapomnieć.