Jako, że ostatnimi czasy pilnie poszukiwałam pracy, zamieściłam ogłoszenie na kilku portalach w tym celu utworzonych i sama również wysyłałam po kilkanaście CV. A że podchodzę do tematu niestandardowo i czasem w ramach listu motywacyjnego pojawiały się niestandardowe formułki, toteż niestandardowe osoby chyba przyciągnęłam. ‚

Otóż, zlecenie pierwsze- w ciągu 15 minut rozmowy dowiedziałam się , kogo zostawiła żona i po ilu latach, ostatnio przebyte choróbska, wiek dzieci, metraż mieszkania, środki na koncie ( biorę poprawkę, że informacje nie muszą być zgodne z prawdą) , ile wynosił rachunek za noc żonki w klubie, jaki będzie koszt naprawy samochodu, który skasowała, miejsce zamieszkania, adres firmy i pewnie jeszcze kilka szczegółów, których nie pamiętam. A. I zaproszenie na kawę. Rotfl.

Zlecenie drugie- w sumie nie zlecenie ale praca, po 3 dniach wiem mniej więcej to samo odnośnie jednego ze współpracowników.

Do jasnej… anielki? czy ludzie całkiem już zatracili swój instynkt samozachowawczy? Zwierzać się takiemu aniołkowi jak ja to nie jest najlepszy pomysł :D