E-mail do potencjalnego przyszłego pracodawcy. Pół żartem pół serio, ale jako, że kontakt wcześniej był i był to bardzo miły, rzeczowy kontakt- uznałam, że mogę sobie na takowy pozwolić. Że nie musi być sztywny i szablonowy jak większość „listów motywacyjnych”.

Następnego dnia wieczorem telefon.

Pierwsze 5 minut – ” jak to jest, że za każdym razem kiedy z Panią rozmawiam, zaczynamy od spraw zawodowych a kończymy na moim życiu prywatnym?”

Po 15 minutach – ” Pani B. , przejdźmy na TY” :O

Po 30 minutach – ” Jeśli kiedykolwiek będziesz miała problemy, dzwoń o każdej porze dnia i nocy. Mam dom z 9 pokojami, możesz się z córką wprowadzić nawet dziś, nie myśl, że chcę Cię w jakikolwiek sposób wykorzystać. Zostałem sam. Muszę mieć do kogo się odezwać , a z Tobą, pomimo tego, że widziałem tylko zdjęcie z CV, rozmawia mi się, jak gdybym znał Cię od lat”.

Do tej pory zbieram szczękę z podłogi. I zaklinam los, żeby szczęście do poznawania dobrych ludzi nigdy mnie nie opuściło…