Jeśli jeszcze ktoś tutaj zagląda…

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, w którym moje życie ulegało nieustającej transformacji. Niby ciągle tak samo, to samo mieszkanie, takie samo przedszkole dziecka, te same obowiązki codziennie. Ale z każdym dniem coraz więcej siły. Pomimo trudności typu zawartość portfela, nie żałuję podjętych kroków i decyzji.
Proporcje czasu kiedy z mężem się dogadujemy i kiedy nie rozmawiamy ze sobą zmieniają się coraz częściej na korzyść tych pierwszych. Czasem nawet potrafimy porozmawiać w pubie przy małym drinku.

Pewne etapy już są za nami, tak , jak przy przeżywaniu żałoby. Są stopnie, których nie da się ominąć.

Szkoda, że nie potrafiliśmy być razem. Nie umieliśmy rozmawiać, otworzyć się, walczyć. Cóż… być może da nam to odrobinę mądrości na przyszłość.