Moje małżeństwo zakończyło się. Teraz już formalnie. Rozprawa trwająca około pół godziny zakończyła 8 lat wspólnego życia. Czy żałuję…? Na pewno TO wszystko nie powinno tak wyglądać. Nie powinnam się zakochać, oszaleć aż tak bardzo będąc w związku. Nie powinnam też mówić i robić wielu innych rzeczy. Nie chcę się usprawiedliwiać, choć czytając swoje stare wpisy, wiem, że pomiędzy wierszami starałam się to robić.

Czasem żałuję. Żałuję, bo człowiek, z którym spędziłam tyle czasu, wbrew temu co pisałam kilkanaście miesięcy temu- NIGDY nie będzie mi obojętny. Nie potrafiłam dać mu tego, czego czego oczekiwał, on mi także. Ale jest ojcem naszego wspólnego dziecka.

Wiem też, że nie potrafiłabym z nim być, jako w pełni dorosła, autonomiczna osoba. Zawsze wchodziłabym w rolę dziecka i matki jednocześnie. Nie czułam się równoprawnym partnerem, a jednocześnie nie miałam odwagi by o tym rozmawiać i to zmienić.

Nie myślałam, że to jest możliwe jeszcze kilka miesięcy temu. Kiedy z mężem nie potrafiliśmy się porozumieć. Było w nas tyle negatywnych emocji… złości i żalu. Ale przed rozprawą śmialiśmy się do rozpuku , a po niej- poszliśmy na kawę. To w dużej mierze zasługa mojego, byłego już, męża. Wykazał się ogromną dojrzałością, której wcześniej w nim nie widziałam… I jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Bo MIAŁ prawo nie ułatwiać mi niczego.