Dla jednych szczęście to willa pod miastem, basen i wypasiony samochód. Tak zwana fóra-skura-j-komura. Własna firma, i top 10 w rankingu biznes. Dla innych szczęście to własne 4 kąty, multipla ( choć nie wiem czy jest ktoś kogo uszczęśliwia takie brzydactwo, ale gdyby jakas dobra dusza pokusiłaby się o taki prezent- nie odmówiłabym:D), i praca na etacie- ale za to święty spokój. Ja za to mam dylemat.

Otóż, wynajmuję mieszkanie wielkości większej klatki dla chomika, samochodu niet, praca na etacie za śmiechowe pieniądze, ale stała i szef nie jęczy kiedy wszystkie moje urlopy mają charakter „na żądanie”. I, z jednej strony, chciałabym sie tym cieszyć, bo są ludzie, którzy maja gorzej, poza tym, mam zdrowe, mądre dziecko, wyżej wspomnianą stałą pracę.
Jedni twierdzą, że szczęśliwy ten, kto potrafi się cieszyć małymi rzeczami. Z drugiej, cieszenie się małymi rzeczami, powoduje, że można stanąć w miejscu, zgubić gdzieś ambicję i chęć do rozwoju. Jak żyć panie premierze, jak zyć…