Jako, że odkąd moja pociecha lat 6 obecnie – od 2013 roku uczęszcza regularnie do przedszkola, ja również zaliczyłam kilka mniejszych lub większych wydarzeń z życia radosnego przedszkolaka.

Od rozpoczęcia roku poczynając, przez pasowania wszelkiej maści, wigilie, ubierania choinki, festyny na zakończeniach roku szkolnego kończąc.

Nigdy nic nie zwróciło jakoś mocno mojej uwagi. Zawsze skupiona na córce, lekko wycofana, nie zaprzyjaźniona bliżej z żadnym z rodziców.

Jednak na ostatniej imprezie coś jakby mnie lekko szturchnęło. Zaczęło się od chwilowej paniki na widok poziomu naładowania baterii w telefonie. No bo jak to! Przecież koniecznie trzeba zrobić tysiąc zdjęć i Co najmniej kilka filmów! Wokół nie było rodzica, który nie patrzyłby na swoje dziecko przez pryzmat wyświetlacza telefonu, tableta, lustrzanki…     Najbardziej przykre było to, że dzieciakom po przedstawieniu niemal nie miał kto bić braw, tak wszyscy zajęci byli tworzeniem „pamiątek”.   We mnie zrodził się bunt.  Popatrzylam na swoją córkę i pomyślałam że ja chcę kolekcjonowac wspomnienia bez rozwinięcia .jpg. Chcę widzieć JĄ a nie wyświetlacz telefonu. Zrobiłam kilka najważniejszych ujęć. Resztę mam w sercu.