Zakładając tego bloga, nie miałam pojęcia jak potoczy się moje życie. W czasie kiedy zupełnie nie miałam ochoty spisywać tutaj swoich doświadczeń, bardzo wiele się wydarzyło. Dostałam ( ku uciesze niektórych odbiorców bloga) kilka kopów od życia. Ale dla mnie najważniejsze było to, że mogę żyć w zgodzie z samą sobą. Te kopniaki… zawsze mówię, że są decyzje i są ich konsekwencje. Biorę je na siebie i staram się to robić z podniesioną głową. Bez względu na to, czy jest to praca siedem dni w tygodniu czy cokolwiek innego. Ani jednego dnia nie żałowałam podjętych decyzji. Choć uważam, że droga do ich podjęcia mogła być inna i mniej krzywdząca. Ale czasu cofnąć się nie da.

Od końca 2013 roku do teraz byłam skupiona na szukaniu swojego zaginionego Graala. Swojego szczęścia. Jednocześnie bojąc się powtórzyć błędy z przeszłości- nie jest to łatwe zadanie. Dwa lata miotania się w różne strony. Obaw.

W końcu los postanowił się uśmiechnąć. Postawił mi na drodze kogoś dzięki komu uczę się żyć od nowa. Nie biorę nic za pewnik. Żadnego ZAWSZE, NIGDY, żadnych obietnic. Czyny. Brzmi trochę jak hasło wyborcze, ale tak jest dobrze. Jedyna obietnica to bezwzględna szczerość. Biorę pod uwagę, że karma zołzą bywa i liczę się z tym, że postanowi zafundować mi czkawkę za moje wybory. Jeśli tak się stanie… będę się zastanawiać później.

Najważniejsze jest to, że nie ma już DRUGIEGO ŻYCIA. Drugiej mnie. Jestem taka jaka jestem i nie muszę  udawać.