Jak to bywa w naszym ( i nie tylko, nie jestem kosmopolitką… w 100%, co najwyżej w 99,9%, to prawie jak skuteczność pigułek) kraju- żyjąc w modelu rodziny 2 + 1 , z czego pracuje tylko jedna osoba, no, co tu dużo mówić, jeśli nie jest się milionerem, to łatwo nie jest ( przecież klasa średnia w zaniku). Wiele osób próbuje złapać swoje szczęście poza granicami Polski. Takoż i stało się w przypadku Magdy i Jarka. Młodzi, niedługo po ślubie, z koszmarnymi długami zaciągniętymi na tenże cel, postanawiają z półroczną córką wyjechać do krainy wiecznych mgieł i depresji, gdzie rodowici mieszkańcy stali się już prawie mniejszością narodową.

Mieszkanie w kamienicy wbrew przepisom podnajmują grzecznej ( o ile takie istnieją) studentce, coby choć trochę podreperować budżet, bo nie oszukujmy się, na obczyźnie z miejsca kokosów się nie zarobi. Z optymizmem i nadzieją wyjeżdżają.

Mija kilka miesięcy, ogół sąsiedztwa otrzymuje z Urzędu miasta krótką notkę na papierze przetworzonym już chyba tylko ze zużytego papieru toaletowego, o potrzebie stawienia się tego i owego w charakterze świadka celem wyjaśnienia , któż obecnie zamieszkuje lokal X.

Ależ ja bardzo chętnie. Lubię wprowadzać w błąd te ( no dobra, nie wszystkie są takie) wymuskane paniusie w garsoneczkach, zadające pytania z miną Anny Marii Wesołowskiej. I taki miałam zamiar szczerze mówiąc. Choć nie wiedziałam jeszcze dokładnie co też mogło się w tych ich przykurzonych umysłach zalęgnąć, postanowiłam za wszelką cenę łgać na korzyść sąsiadki.

Nie dane mi było jednak odbyć miłego spaceru w kierunku Starego Miasta, ponieważ, jak tylko z rana oblekłam swoje ciało w czarne legginsy i tego samego, nastrojowego koloru t-shirt, usłyszałam dzwonek do drzwi.

Otworzyłam jak zwykle nie spoglądając nawet w wizjer, i jakież było moje zdziwienie, kiedy ujrzałam przed sobą postać dużego, o przemiłej ( jak na tego rodzaju delikatność bardzo pociągającej) twarzy, z ciepłymi , brązowymi oczami- inspektora z działu tech w urzędzie, który niegdyś odwiedzałam częściej niż sklep spożywczy ( bez skojarzeń, nie w celu spotkania Pana D., choć wrażenia estetyczne pozostawały zawsze na wysokim poziomie, przez te oczy chyba właśnie, nooo… i jeszcze może to, że wyższy jest ode mnie o dobre 20 cm, co łatwe nie jest).

Nie kryjąc zaskoczenia zaprosiłam niespodziewanego gościa do środka, pytając o cel miłej wizyty.

- Chciałbym dowiedzieć się czegoś o pani Magdzie, z dołu , spod X.

- A to zależy, czego chciałby się Pan dowiedzieć, bo jeśli chodzi o kolor oczu to nie pamiętam- uśmiechnęłam się jedynie kącikiem ust, a inspektor wydawał się jakby … lekko speszony? Czyżbym emanowała aż taką pewnością siebie…? Nieee.

- Dostaliśmy anonim, że pani Magda wynajmuje niezgodnie z przepisami mieszkanie, że czerpie z tego korzyści, że szlag kogoś trafia, itd., tu nastąpiła prezentacja owego listu.

Roześmiałam się szczerze i głośno, nie tyle z treści listu, ile z wyrazu zakłopotania w oczach inspektora, że musi zajmować się takimi bzdurami, choć wie, że w życiu prawdy mu nie powiem.

-Ależ Panie inspektorze! Magda? W Anglii? Wynajmować mieszkanie? Panie D. Przecież wiedziałabym gdyby tak było i na pewno nie ukryłabym przed Panem tej okrutnej prawdy! – Nie mogłam znów powstrzymać uśmiechu, szczególnie widząc , że wzrok Pana inspektora co róż ucieka znad niechlubnej kartki papieru wyrwanej jakby w pośpiechu z zeszytu A5, zapisanej w całości drobnym, odręcznym tekstem- w kierunku mojej sylwetki, nie śmiąc nawet popatrzeć mi w oczy.

- Rozumiem więc, że mogę potraktować Pani oświadczenie jako wiążące?

- OCZYWIŚCIE!

- Dziękuję Pani w takim razie za poświęcony mi czas, życzę miłego dnia, myślę, że niedługo się zobaczymy- zapomniała Pani podpisać umowę, a czas do końca roku!

- Na śmierć zapomniałam, ale dziękuję za przypomnienie. Do zobaczenia! – Rzuciłam lekko i odprowadziłam gościa do drzwi. Zamknęłam je, oprałam o nie plecami i roześmiałam się w głos. Dlaczego sprawia mi taką przyjemność wprawianie w zakłopotanie takich dużych, życzliwych „misiów”?

Mój śmiech jednak dość szybko przerodził się w złość, jak można być takim skur….nem, nie mającym własnego życia nudnym, szarym osobnikiem bez własnych zainteresowań i problemów, żeby na dwa tygodnie przed świętami wysyłać napisane w pośpiechu anonimy, bo ktoś ma ambicje, żeby było mu w życiu lepiej, żeby dziecko nie musiało klepać tej samej biedy co zharowani starzy, albo po prostu bo tak mu się przyśniło.

Nigdy nie zrozumiem logiki takich zakompleksionych, złośliwych, znudzonych życiem i sobą bęcwałów.

Dziękuję za uwagę.